Rozwijanie świadomości



Świadome jednostkowe dążenie jest to do oświecenia, nie całospalenia a rozwoju wenwętrznego JA. I wzniesienie go w przestworza.

Siadamy lub leżymy. Myślimy o niczym lub o bieli. Białej ścianie. Medytacją się to zwie.

Następnie, po kilku lub nastu minutach oddychamy wciągając powietrze przez nozdrza, wizualizując energię czystości wpływającą do naszego ciałoducha. Jest to bardzo przyjemne, chłodne uczucie falli.

Powietrze wypuszczamy powoli, przez lekko zaciśnięte w jędrny dzióbek usta, wypierdalając zużytą, starą energię na zewnątrz.

Czujemy energię w okolicy klatki piersiowej. Powoli, acz dokładnie przenosimy ją pomiędzy oczy, na czoło i już hec jesteśmy blisko naładowanej czakry 3 oka (nie kakaowego).

Śmiesznie zabawne mrowienie tego miejsca uzmysławia nam, że jesteśmy gotowi do wyższych czynności naszego umysłu i ducha. Zapamiętujemy ten moment i przechodzimy do następnej czynności- stworzenia BAŃKI.





BAŃKA




Bańka owa, to nasza własna energia płożąca się wkoło nas niczym aura SonGoku. Przenosimy energię cośmy ją sobie ciało doładowali na czubek głowy i wystrzeliwujemy nią sążnie przez czubek głowy i pozwalamy opłynąć nasze ciało aż na sam dół. Tam, energia ma przez stopy wrócić do ciała. I tak ten obieg utrzymujemy, rozszerzając energię w kształt bańki okalającej nas wkoło.

Tym czynem nie pozwalamy obcej energii z zewnątrz wpływać na nas samych i dzięki temu możemy lepiej się skupić na sobie.





Fokus 10




Wchodzimy w niego, powoli odliczając od 10 do 0. Stan ten umożliwia nam spojrzenie prostu w oczy jurnego Dejwida Hasselhoffa, jakby prawie stał na plaży obok nas, z tą swoją szeroką klatą. Stan F10 jest stanem doskonałego połączenia ducha z ciałem, stanem, który jest stanem wyjściowym do dalszych udziwnień. I tak- w tym stanie będąc możemy wchodzić na przykład do podświadomości i dokładnie ją analizować, także dalej idąc- zmieniać, a także robić inne zabawne rzeczy, na ten przykład biorąc loty poza ciało.









Wzleciałem w niebiosa, uderzony gorącem

spływającym na mą twarz cudownie niczym

promyku słońca blaskiem prężącym

gorącem gargantuicznego wytrysku twej PAŁŁY zniczem


Spowity mgłą białej nienawiści,

dotknąwszy krągłości twej kiści

umorusałem paluszek w ciepłym schronieniu

kloaki, nie wyzdrowiałej po uprzednim zranieniu


Lecą dalej przez niebo, do próżności zieloności

w lesie zmywam ten balast z oblicza

wciąż czuję na ustach smak tej pyszności

A ona patrzy na mnie niewinnie z ukrycia.

CDN