Spada, spada, spada w czeluść piekła. Tunel, przez który leci, się nie kończy. Jej małe ciało sponiewierają wystające korzenie i oślizgłe larwy wychodzące w ziemi.

Spada wciąż, nie licząc już czasu. Strach tylko się nasila. O nim nie może zapomnieć. Zimny, lodowaty wręcz strach... Nie może od niego uciec. Myśli- to sen! Obudzę się! I próbuje, ale nie daje rady. Nie jest głupia. Jeśli to nie sen, to...-myśli i jej mózg nawet nie chce wyobrażać sobie co się może w tym momencie dziać. BÓL

I budzi się. Na środku polany. Czuje delikatną trawę pod swymi palcami. Głaszcze ją, czując przyjemne ciepło. Rozmyśla, że dobrze było się obudzić. Otwiera oczy by dojrzeć gdzie jest tak naprawdę a lęk i odraza mieszają się w niej jak w małym kotle. Trawa nie jest roślinna, a łuskowata. To wąż!. Gigantyczny serpent, wijący się w nieskończoność. Patrzy na drzewa, które przed chwilą słyszała i widzi rośliny jakich nie mogła sobie nawet wyśnić. Niby piękne, a jednak przeraźliwe twory, które nie mogły być dziełem Stwórcy. Nie o tym mówił pastor.

Gdy mała tak chodziła po wężu, wpatrując się w przedziwny las, usłyszała niespodziewanie wysoki, skrzeczący głos zza pleców. „Ta, ty!”

Odwraca się i widzi klauna o dwóch twarzach (a co to były za twarze, gdzie jedna łagodnie przechodziła w drugą!) na jednej nodze, skaczącego, by utrzymać obłędnie szalone ciało w równowadze.

Czego się gapi?”. „Ja, ja...”-piskliwym głosem odpowiada dziewczynka.

Twarze zamieniają się miejscami, po czym odzywają się zmienionym, tubalnym, zmieniającym częstotliwości głosem „ Szukasz czegoś, aj? Poszukaj paru klasztanów, duuchu. Szukaj ich, a może być może te noże nie wylądują w tej norze” wskazując nos Alicji.

Ucieka. Ucieka jak tylko daleko może. Przebiegła już z 200 metrów, obraca się- nie ma klauna. Dobrze. Może zwolnić. Zwrot w nieznane, a przed nią klaun. Hi hi hi hi hi chichoczący klaun nie chce przestać. Mała już nie wie co zrobić. Skacze obok niego i ląduje na drzewie kilometr wyżej. Na dole, w oddali stoi zakłopotany śmieszek. „Niech ukłony moje będą odebrane jak najlepiej, o Pani. Pozwoli, że się przedstawię. Lord Steph Dwayton.” mówi wielka głowa, o wystających zewsząd kablach, żyjąca chyba jedynie dzięki metalowej skrzynce, do której została przymocowana. Alicja krzyczy z zaskoczenia. „Czyżbyśmy mieli tu jakąś niewychowaną duszyczkę? Taaak, doprawdy wiem jak temu zaradzić.”

Ciemność przesłania dziwny świat, a Alicja budzi się w swoim łóżku. W domu. Bezpieczna.

Zadowolona, że to był tylko sen, podchodzi do okna, obok stoi koszyk z kasztanami. Wygląda na podwórko i trwoga wraca. Na zewnątrz nie ma nic. Tylko chmury i gad w oddali.